Siła woli

Lato minęło. Potem złota jesień uraczyła nas kolorami, a potem nastał czas szarugi, a wraz a nim przywlokło się paskudne, najgorsze z możliwych, obustronne, rozległe, zapalenie płuc .

Z początkiem listopada czułem się coraz gorzej. Jednak mimo przeróżnych zabiegów pielęgnacyjnych mój stan zdrowia pogarszał się. Nękały mnie jakieś dziwne bóle, pojawił się kaszel, a w moim przypadku, kiedy mięśnie nie działają, to każde odksztuszenie jest pewną procedurą, którą wykonuję z udziałem kogoś jeszcze. To nie jest łatwe. Mimo nieograniczonego zaangażowania  mojej Rodziny (z reszta jak zawsze) w specjalistyczne zabiegi pielęgnacyjne i starannej opieki w dzień i w noc, mój stan pogorszył się na tyle, że z godziny na godzinę narastały kłopoty z oddechem. Konieczne stało się wezwanie pogotowia. Po badaniu okazało się, że podstawowe parametry życiowe  „zwariowały”, a ja zacząłem się dusić. Lekarz zdecydował o natychmiastowej hospitalizacji. Nienawidzę szpitali i pomijając gwałtownie spadającą saturację, czułem że jest bardzo źle . No i poszły konie po betonie… Zaczęło się… Na izbie przyjęć w szpitalu w Turku miłe pielęgniarki – siostry zrobiły wkłucie, co przy moich wiotkich naczyniach krwionośnych, graniczyło z cudem. Potem dalsze badania tomograf komputerowy oraz RTG płuc i czekanie za wynikami… a ja ledwo żywy, z trudem łapię oddech ze skaczącymi parametrami  życiowymi. No wreszcie… obustronne zapalenie płuc, tzw. ciche, bo we wcześniejszych badaniach osłuchowych nie zostało wykryte.

Przewieziono mnie na oddział wewnętrzny i tu zaczęła się gehenna! Jest noc. Ja sam, bo ze względu na przepisy nie pozwolono zostać żadnej z sióstr! Tylko czy w tych przepisach było coś o pacjentach, którzy są niezdolni do SAMODZILNEGO życia!!! Przypominam, że do odksztuszania jest mi potrzebna druga osoba, sam nie dam rady!!! To była nocna walka o każdy oddech! Nie zmrużyłam oka!  Przetrwałem tylko dzięki Panu Bogu. W tych tragicznych godzinach życia, które zdawały się być ostatnimi całkowicie zawierzyłem Bożej Opatrzności: Panie Boże jeśli taka jest wola Twoja, to przyjmij mnie do siebie, a jeśli  wolą Twoją jest bym żył, bo  jeszcze jestem komuś potrzebny, to pokieruj sprawami tak, bym już nie cierpiał i wyzdrowiał. Przetrwałem. Nastał dzień. Na wizycie  lekarz  nie zadał sobie trudu aby mnie wysłuchać, każde słowo przychodziło mi z wielkim trudem, dusiłem się, chciałem powiedzieć czego mi trzeba. Zamiast zrozumienia lekarz uraczył mnie stwierdzeniem : nie denerwuj się! Ja walczę o życie, o każdy oddech, jak ryba wyciągnięta z wody a lekarz prowadzący  – nie denerwuj się! Zastanawiam się czy ten lekarz spotkał w swojej praktyce  osobę z taka niepełnosprawnością jak moja??? Czy on wie, jakiej opieki potrzebuje taka osoba??? Rozumiem, mój przypadek jest niezbyt często spotykany, ale jeśli się czegoś nie wie, to się trzeba DOWIEDZIEC panie doktorze. Trzeba się doszkolić! Trzeba się rozwijać zawodowo, a nie beznamiętnie „wypełniać procedury”. Procedury może wypełniać maszyna, a prawdziwy lekarz uprawia SZTUKĘ LEKARSKĄ!!! Do tego  wszystkiego pan doktor niemiły, bez empatii przykro to pisać, ale taka prawda ,pisze to ku przestrodze wszystkich potencjalnych pacjentów. No i może pan doktor popełni autorefleksję nad swoim postępowaniem i je zmieni???

Po krytycznej nocy stal się cud, za wstawiennictwem dobrych dusz zostałem skierowany na oddział płucny szpitala w Koninie. Mój stan zdrowia był już tak poważny, ze przerósł możliwości lecznicze placówki. Zapada decyzja o przewiezieniu mnie na OIOM do szpitala w „starym” Koninie. Czas się kurczył… było bardzo ciężko, ale lekarz czuwał  przy mnie w karetce i na sygnale szybko dotarliśmy na OIOM. Zdecydowane, konkretne decyzje: narkoza i bronchoskopia, czyli włożenia rury i podłączenie pod respirator. Rano odsysanie wydzieliny, której zebrało się…  pół wiaderka ( nawet jeśli to wiaderko od piaskownicy to…) i wtedy załapałem pierwszy w miarę normalny oddech. I kiedy wydawało się, że krytyczny stan został opanowany, to po kolejnym dniu pojawiła się jakaś palpitacja serca. Szybka i profesjonalna interwencja wspaniałych lekarzy doprowadziła do  jej wygaszenia. Duże złogi wydzieliny, której nie potrafię sam odkrztusić powodują, że zapadła decyzja o zabiegu założenia rurki tracheostomijnej by móc sprawnie mnie odsysać, ponieważ sam nie jestem w stanie odkrztusić. W skutek tego zabiegu w  chwili obecnej nie mogę mówić 😊. Po tych wszystkich zabiegach mój stan na tyle się polepszył że zostałem przewieziony z powrotem na oddział płucny w szpitalu w „nowym” Koninie. Chce tu bardzo mocno podkreślić że OIOM na Starym Koninie, mimo samych tak ciężkich przypadków tworzą osoby, dla których dobro pacjentów jest NAJWAŻNIEJSZE. Podziwiam i jestem wdzięczny paniom pielęgniarkom  za  empatię, szacunek dla pacjentów i całkowite oddanie w swej odpowiedzialnej i trudnej pracy .Higiena nie polegała na przetarciu czoła osobie skrajnie wycieńczonej, ale na kompletnej toalecie, jaką każdy chciał by mieć, z kremem i dezodorantem włącznie.  Pełen wypas, to bardzo poprawiło mi nastrój. Z całego serca dziękuję Wam PRZEMIŁE SIOSTRZYCZKI. Dziękuję tez ODDANYM LEKARZOM doskonałym specjalistom, którzy cierpliwie tłumaczyli niezrozumiałe pojęcia medyczne, którzy leczyli również swoją pogodą ducha, empatią i troską o pacjenta. Musiałem jednak opuścić to wspaniale miejsce pod względem opieki i wyruszyć znów na oddział płucny- Nowy Konin. Przez tydzień nie obyło się bez ekscesów, ale nie będę Was zanudzał 😊 z dnia na dzień się normowało i oto jestem w domu pod wspaniałą rodzinną opieką. Z całego serca pragnę podziękować wszystkim za wsparcie duchowe, za słowa otuchy, za mocne wspieranie mojej rodziny w tych trudnych chwilach. Ten czas pokazał, że mam wielu  wspaniałych przyjaciół na których zawsze mogę liczyć. Kochani najpiękniej jak potrafię – DZIĘKUJĘ!

Myślałem ze już nie mam tej młodzieńczej siły do walki o życie  jak wtedy, 26 lat temu, ale jednak Opatrzność czuwa! Żyję dla Mamy i Rodzeństwa, a oni dla mnie.  Mam siłę jakiej się nie spodziewałem. Z chciwością łapię każdy dzień, cieszę się nim i go celebruję, czekam wiosny by znów wyruszyć na szlaki i tam Was spotkać. Skąd ta siła? Ta siła pochodzi od Boga, bo dla Boga nie ma rzeczy NIEMOŻLIWYCH. To co po ludzku jest niemożliwe, dla Stwórcy jest drobiazgiem. Dziękuję, za kolejna szansę. To chyba znak, że jestem tu jeszcze potrzebny 😊

Dziękuje dobrym duszom za wstawiennictwo u lekarzy i wszystkim którzy przyczynili się do tego… bym mógł do Was dziś napisać….  DZIĘKUJĘ.

Posted in Mój blog | Leave a comment

Sławek .

70923589_2336074106440840_3465555003144404992_nSławku, Przyjacielu.

Poznałem Cię pięć lat po moim wypadku, kiedy po powrocie do  rodzinnego domu  z Domu Pomocy Społecznej w Kole, zacząłem zgłębiać tajniki obsługi komputera. Po uzyskaniu dostępu do Internetu stałeś się moim pierwszym  znajomym z takim samym czterokończynowym porażeniem. Poznaliśmy się na forum „Tetraplegik”, ale szybko przenieśliśmy się na GG, by tam swobodnie prowadzić  konwersacje. Początkowo nie mogłem się nadziwić ,że po dziesięciu latach od wypadku emanujesz taką energią,  optymizmem,  pogodą ducha i niezmierzoną dobrocią. Mało tego, miałeś plany na przyszłość. Ciągle dawałeś do zrozumienia, że nasze życie nie jest gorsze, jest inne, ale też wartościowe i piękne. Zawsze miałeś wielki szacunek do życia, które było dla Ciebie najwyższą wartością. Tak postrzegana rzeczywistość  zainicjowała mnie do rozmyślań, które poprowadziły ku dobru, nakreśliły kierunek dalszego rozwoju. Zupełnie niepostrzeżenie stałeś się moim przewodnikiem życiowym, moim mentorem, spowiednikiem. Byłeś oczytany, posiadałeś rozległą wiedzę i mądrość. Kiedy pojawiały się życiowe znaki zapytania natychmiast zwracałem się do Ciebie, bo potrafiłeś słuchać i jasno, stanowczo wyjaśniać mi wszystkie zawiłości. Od spraw duchowych dotykających osobistych relacji z Panem Bogiem, przez meandry historii Polski, którą doskonale znałeś, zawiłości psychologiczno – społecznych dylematów, po praktyczne wskazówki jak usprawnić pracę na komputerze, poprawić stan zdrowia , jak załatwić sprawę w urzędzie czy po prostu jak nie zwariować gdy ma się wszystkiego dość.  Poczułem się bardzo dowartościowany gdy wyraziłeś swój podziw kiedy podjąłem zdalną pracę. Pamiętam tamte słowa do dziś: „ mimo tylu dolegliwość, codziennych zmagań zdecydowałeś się na regularną, stałą pracę – podziwiam”. Dziękuję Sławku!

Czas upływał, a nasza znajomość zmieniła się w przyjaźń. Zapragnęliśmy spotkać się tak twarzą w twarz, spojrzeć sobie w oczy i pogawędzić jak bracia. Nie było to takie proste bo Brusy oddalone są od Lasek prawie 300km, ale udało się. To było niezapomniane i jak się okazało nasze ostatnie spotkanie. Spotkanie braterskich dusz, dwóch facetów, którzy mimo całkowitego paraliżu cieszą się życiem i planują przyszłość… Czuliśmy się tak, jakbyśmy znali się od zawsze, a rozstali się dopiero wczoraj. Nasze rodziny szybko nawiązały nić sympatii, a Mama powiedziała: „ jak z jednej gliny jesteście…” Od razu zacząłem obmyślać rewizytę. Chciałam pokazać Ci mój „kątek” na ziemi. Jakie zmiany pod wpływem Twoich inspiracji poczyniłem. Chciałem przedstawić Ci całą moją kochaną Rodzinę, mój park, wspólnie posłuchać ptaków,  wybrać się nad „błękitną lagunę”, pogawędzić przy ognisku i nacieszyć się Twoją obecnością Brachu. Sprawy potoczyły się inaczej. Sezon letni 2021 zakłóciły pewne problemy zdrowotne i nie udało nam się spotkać. Pozostał kontakt elektroniczny i telefoniczny… zawsze troszczyłeś się o wszystkich. Pełen wdzięczności dla Siostry Jadzi, za całkowite poświęcenie w opiece nad Tobą. Pani Jadziu, i ja dziękuję, że dzięki Pani, Sławek miał wszystko, czego Mu było trzeba.

Nadszedł grudzień 2021…i niepokojące wieści o Twoim zdrowiu… 21 grudnia nadeszła ta najtrudniejsza … że odszedłeś do Domu Ojca…

Nic i nikt nie zastąpi pustki po Tobie… Nieustannie wracam do naszych rozmów na komunikatorach i nie wierzę, że już mi nie odpiszesz… Dziękuję Panu Bogu że postawił Ciebie na drodze życia. Dzięki Tobie lepiej zrozumiałem czym jest ufność, pokora i skromność, cechy do Ciebie przypisane. Fizycznie nie doświadczę już Twojej obecności, nie usłyszę twojego kaszubskiego „jo”, które działało jak miód na serce,  ale wierzę w „świętych obcowanie”, to znaczy że nieustannie jesteś ze mną, tylko w innym wymiarze. Zawsze pozostaniesz w moim sercu, modlitwie i pamięci, bo czy braterstwo może się skończyć? Wiem, że jesteś szczęśliwy, a Twoje szczęście jest i moją radością.
Do zobaczenia Sławku  – Twój brat Mariusz.

Posted in Mój blog | Leave a comment

1% podatku

11245370_735032429938609_761169702_nKochani!

Raz  jeszcze z całego serca dziękuję Wam, że tak szczerze odpowiedzieliście na moją prośbę

i przeznaczyliście 1% podatku za rok 2020 na konto mojej fundacji. Dzięki tym środkom odbył się gruntowny remont mojego elektrycznego wózka Optimus 2 firmy Meyra.  Wczesną wiosną  dziewięcioletni, wysłużony pojazd uległ poważnej  awarii.  W czasie użytkowania złamał się stelaż siedziska. Na szczęście Opatrzność czuwała, w czasie zdarzenia nie byłem sam i udało się mnie „złapać” w ostatnim momencie, więc nie wylądowałem na chodniku i zdarzyło się to blisko domu, więc w miarę sprawnie i szybko  przetransportowano mnie na moje bezpieczne „stanowisko dowodzenia” 🙂

Dzięki środkom przekazanym  z  1 %  udało się zakupić nowe siedzisko przystosowane do moich potrzeb, oraz powystawowe podwozie wózka z odpowiednim oprogramowaniem, bo wszystko musi ze sobą współgrać, inaczej mechanizm wózka nie zadziała. Dzięki chłopakom udało się także naprawić i pomalować błotniki, z resztą na czerwono. Teraz moja  wyremontowana  „bryka” nie tylko wygląda jak ferrari ale prawie dorównuje jego osiągom. J Sprawny wózek, to moja samodzielność. Używając własnej brody i wózkowego „dżojstika” śmigam swobodnie po okolicy ciesząc się wędrówkami

i spotkaniami z ludźmi. To są niezapomniane chwile, moje najlepsze lekarstwo, dzięki niemu mam siłę każdego dnia stawiać czoła wszystkim trudnościom i z nadzieją spoglądać w przyszłość.

Kochani, nie zapominajcie o mnie i w tym roku! Bardzo proszę przekażcie 1% podatku na konto mojej fundacji. Te środki pomogą mi w utrzymaniu dobrej kondycji i czerpaniu radości z każdego dnia.Za każdy dar serca dziękuję już dziś!

numer KRS: 0000270809

w rubryce INFORMACJE  UZUPEŁNIAJĄCE:  HARAŚNY, 2771

 

Posted in Mój blog | Leave a comment

Marzenia

IMG_3148Marzenia.

Marzenia towarzyszą nam od momentu, kiedy uświadamiamy sobie że czegoś nam potrzeba 🙂 pierwszym i najważniejszym marzeniem każdego niemowlaczka jest by nieustannie tulić się w ramionach Mamy 🙂 czas biegnie i ramiona Mamy nam nie wystarczają, mamy ochotę na jakąś zabawkę, a po zabawkach przychodzi czas na marzenia o miłych emocjach, o pięknych przeżyciach, których nigdy się nie zapomina 🙂

O swoich marzeniach już kiedyś pisałem http://www.mariuszharasny.pl/?page_id=31 Jak to mężczyzna, ująłem je krótko i zwięźle w pięciu punktach, ale te punkty można szeroko rozwinąć, by przekazać ukryte emocje. Większość marzeń spełniła się i to jest super!

Być zdrowym, ( czytaj: osiągnąć jak największy stopień samodzielności) to nieustanny priorytet, ale nie jest źle. Infekcje zbyt mocno mnie nie atakują i oby ten stan się utrzymał, bo każde zawirowanie zdrowotne, to dodatkowe obciążenie mojej Kochanej Mamy, która opiekuje się mną 24 godziny na dobę. Dzięki doskonałym relacjom z Rodziną i znajomymi z nadzieją spoglądam w przyszłość i to jest SUPER!

Pod numerem 4  jest wyjazd w góry i to też się udało zrealizować! Szerszy opis znajdziecie tutaj http://www.mariuszharasny.pl/?m=201408  Gdy pierwszy raz zobaczyłem góry i piękno tatrzańskiej przyrody zachwyciłem się bez reszty. Rzec można, że to taka miłość od pierwszego wejrzenia. 🙂

Pod piątką, umieściłem marzenia dotyczące odremontowania rodzinnego domu i to też się udało. Rozpoczęło się od dobudowania dla mnie pokoju i łazienki, komu to zawdzięczam i jak to było możecie przeczytać tutaj  http://www.mariuszharasny.pl/?page_id=33  .Od tego momentu zamieszkałem z moją Kochaną Rodzinką i zacząłem się rozwijać 🙂 samodzielna obsługa komputera, ukończenie  szkoły średniej, podjęcie pracy zawodowej. W końcu udało mi się zdobyć środki na kupno auta dostosowanego do moi potrzeb, jaka to była akcja przeczytacie tutaj http://www.mariuszharasny.pl/?m=201609 i teraz Wasz Harnaś może bez przeszkód przemierzać trasy bliższe i dalsze, uczestniczyć w różnych imprezach i przede wszystkim robić to co kocha, czyli być między ludźmi 🙂

 Jak zauważyliście nie udało mi się jeszcze zrealizować marzenia numer 3 , ale to dobrze, bo o czym bym marzył 🙂 Pod trójką ukryty jest lot śmigłowcem 🙂 Jestem już dojrzałym mężczyzną, ale młodzieńcza fantazja mnie nie opuszcza. I oto chodzi! Od wielu lat pukam do różnych instytucji i proszę o możliwość udostępnienia  maszyny, ale bez odzewu. Chciałbym wznieść się w przestrzeń dużą maszyną , aby być na wózku  (bez przesiadania się) i zabrać ze sobą moją Kochana Rodzinę, bo bez nich to żadna frajda. Wiem, że to kosztowne szaleństwo, więc od lat odkładam do przysłowiowej skarbonki. Gdy dodaję kolejną złotówkę, myślę sobie „jestem coraz bliżej”. Ufam, że w końcu zapukam do drzwi, które się otworzą i jakiś przyjazny głos zwróci się do mnie :”zapraszamy na pokład, załoga i maszyna gotowa do lotu”

Zatem, marzymy dalej ufając Panu Bogu, że wszystko co dla nas przygotował, jest dla nas najlepsze.

Cieszmy się z każdego dnia, bo każdy jest tym jedynym i NIEPOWTARZALNYM!

 

Posted in Mój blog | Leave a comment

Rodzina

Obraz 099Rodzina, to podstawa.

Jesienno – zimowa aura nie sprzyja wyjazdom i spacerom, zatem większość czasu spędzam w łóżku. Kiedy tak sobie leżę, to myśli biegną do różnych osób, miejsc, zdarzeń, do przeszłości i przyszłości, a duchowe przygotowywania do Świąt Bożego narodzenia skłania do pogłębionej refleksji.

Od najmłodszych lat włączałem się we wszystkie sprawy które służyły dobru naszej Rodziny. Już na początku szkoły podstawowej pomagałem w gospodarstwie. Jeździłem ciągnikiem, obsługiwałem maszyny rolnicze, pracowałem w polu, a kiedy nadarzała się okazja chwytałem się różnych innych prac, aby podreperować budżet domowy. Byłem pomocnikiem murarza, tynkarza, malarza, a kiedy podrosłem zaciągałem się do cięższych prac. Ostatnią była obsługa techniczna urządzeń w elektrowni Adamów. Byłem najstarszy w piątki rodzeństwa, więc czułem się bardzo odpowiedzialny za młodsze siostry i bardzo chciałem aby im niczego nie brakowało.

Razem z rodzicami skromnie mieszkaliśmy w pokoju z kuchnią. Mama zajmowała się nami i prowadziła gospodarstwo, a Tato był zawodowym kierowcą tirów. Nie były to łatwe czasy, ale zawsze trzymaliśmy się razem, pomagaliśmy sobie wzajemnie i cieszyliśmy z tego co mamy. Choćby mój pierwszy wymarzony rower, który dał mi tyle radości. Jeździłem nim nie tylko na wspaniałe wycieczki, ale przez trzy lata codziennie dojeżdżałem do szkoły. Moją opowieść o niezapomnianych przeżyciach w czasie wypadów rowerowych znajdziecie tutaj http://www.mariuszharasny.pl/?p=2687  tęsknię za wolnością, którą daje jazda na rowerze. Cóż, wózek też jest fajny 🙂

Duża frajdę dawała mi też jazda samochodem, byłem świeżo upieczonym kierowcą i czasami Tato zabierał mnie w trasę. Wówczas, choć nie miałem odpowiednich uprawnień, pozwalał mi poprowadzić maszynę na mało uczęszczanych odcinkach. Ach co to były za emocje, duma mnie rozpierała. Tak mnie to fascynowało, że postanowiłem zostać zawodowym kierowcą. Niestety, na postanowieniach się skończyło… Choć koledzy, którzy uprawiają ten fach, mówią, że brakuje im stabilizacji, czasu spędzonego z rodziną, a to co było kiedyś takie fascynujące, postrzegają dziś jako niekończącą się tułaczkę. Więc może dobrze, że nie zostałem zawodowym kierowcą?

Mój niefortunny skok przysporzył Rodzinie wielu kłopotów, zmartwień i znacznie pogorszył naszą i tak skromną, sytuacje materialną. Kiedy lekarze walczyli o moje życie, Rodzice nie zawahali się wyprzedać wszystkich maszyn rolniczych z ciągnikiem włącznie, aby zdobyć fundusze na  płytkę niezbędną do usztywnienia strzaskanego kręgosłupa, a sytuacja była tak poważna, że lekarze nie dawali cienia nadziei na moje przeżycie, ale udało się i jestem J

Te dramatyczne doświadczenia  jeszcze bardziej zacieśniły nasze relacje. Rodzina robiła wszystko, aby ulżyć mojemu cierpieniu, pomóc odnaleźć się w zupełnie nowej sytuacji i choć to zabrzmi groteskowo, pomogła „stanąć mi na nogi” 🙂

Pierwsze lata po wypadku, ze względu brak odpowiednich warunków lokalowych i na konieczność intensywnej rehabilitacji mieszkałem w Domu Pomocy w Kole (tam było super, kto chce wiedzieć coś więcej na ten temat zapraszam http://www.mariuszharasny.pl/?p=1625 

Dopiero po dobudowaniu pokoju i przystosowanej do moich potrzeb łazienki mogłem znów zamieszkać z Rodziną. Ten fakt mnie uskrzydlił!!! Dostałem niezwykłą motywację do rozwoju osobistego, by nowe życie na wózku było jak najlepsze i abym mógł i ja wspierać swoją Rodzinę. Trzy lata po wypadku zmarł Tato. Poczułem, że Tato powierzył mi rolę głowy Rodziny, oddał ją pod moją opiekę. Mimo, że sam nie mogę  nic zrobić, to przecież „opiekować się kimś” znaczy o wiele więcej, to znaczy sprawić, aby ktoś czuł się bezpiecznie i dobrze, aby mi ufał. Od momentu, kiedy sobie to uświadomiłem, odważnie strzegę spokoju domowego ogniska. Razem z bliskimi, którzy zawsze są przy mnie, wyremontowaliśmy dom, zagospodarowaliśmy obejście, wykopaliśmy staw i założyliśmy ogródek. Przez 21 lat wyznaczałem sobie cele i cierpliwie dążyłem do ich realizacji. W mojej głowie rodziły się skrupulatne plany i dokładne etapy ich realizacji, zaś Rodzeństwo fizycznie wykonywało wszystkie prace, a potem wspólnie radowaliśmy się z efektów. I tak naprawdę, to najwspanialsza jest ta wspólna praca, nie wiem nawet, czy nie cieszy bardziej niż sam efekt końcowy 🙂

Ludzie mają różne aspiracje, coraz częściej nie ma w nich miejsca na przyjaźń i pomoc bliźniemu, a dla mnie najważniejsza jest RODZINA! Chcę swoją troską o najbliższych, choć troszkę zrekompensować im trudy, które spadły na nich wraz a moją niepełnosprawnością. Chcę w ten sposób wyrażać im swoją wielką wdzięczność. To nie tylko wielkie wyzwanie, ale przede wszystkim wielki zaszczyt być głową tak wspaniałej Rodziny. Myślę Tato, że dobrze wywiązuję się z powierzonego przez Ciebie zadania! Jego realizacja pozwoliła mi osiągnąć duchowy rozwój i stać się prawdziwym mężczyzną 🙂

 

 

Posted in Mój blog | Leave a comment

Wiosna – lato 2019

232585_sloneczniki_kwiaty_zachod_slonca_latoPajączki snują nici babiego lata, to znak że nadeszła jesień. Sezon wiosenno – letni 2019 przeszedł do historii…

Nawracające się infekcje dróg moczowych wymusiły na mnie trudną decyzję poddania się zabiegowi cystostomii. Po badaniach, konsultacjach lekarskich i omówieniu zagadnienia z  kolegami posiadającymi uraz rdzenia kręgowego zabieg został wykonany 17 maja. Jak to bywa po zabiegu, organizm musiał dojść do siebie, powalczyć o swoje, przyjąć antybiotyk, więc moja kondycja nie była zbyt dobra, ale mimo tego nie traciłem pogody ducha i dobrze bawiłem się z przyjaciółmi i rodziną na mojej Czterdziestce.

Tego lata doświadczyłem solidnej lekcji pokory. Chciałem spędzać czas na spacerach i wyjazdach, być wszędzie, podziwiać przyrodę, cieszyć się ciepłymi wieczorami i spotkaniami z ludźmi, które zawsze cenię najbardziej, ale choroba atakuje znienacka i burzy wszystkie plany. Jednak cieszę się z każdego drobiazgu, promyka słonka, mile spędzonej chwili i nawet przelotnej rozmowy.

Po kolejnej, rzec można końskiej dawce antybiotyków, coś drgnęło i moje zdrowie zaczęło wracać do normy J Mimo osłabienia starałem się być aktywny. Najpierw rezydowałem na moich włościach, potem z satysfakcją pokonując trudności zacząłem wędrować po wsi i tak z dnia na dzień nabierałem coraz więcej sił i wydłużałem dystans wędrówek . Coraz pełniej cieszyłem się przyrodą i rozmowami ze spotkanymi ludźmi. A kiedy poczułem się dobrze wybrałem się z dawno planowaną wizytą do Sławka, który mieszka 280 km ode mnie. Ze Sławkiem przyjaźnimy się kilkanaście lat, ale dotychczas  kontaktowaliśmy się tylko elektronicznie i telefonicznie. To było nasze pierwsze spotkanie, bardzo wzruszające, pełne szczerych rozmów i przemyśleń.

Tego lata nawet wózek odmówił mi posłuszeństwa i na kilka dni wypadłem z obiegu. Dlatego kieruję szczere wyrazy wielkiej wdzięczności do przyjaciół, którzy natychmiast pospieszyli mi z pomocą i naprawili co trzeba.

Z perspektywy 21 lat mojego „drugiego życia” widzę jak świat przyspiesza, pędzi, prawdziwe ludzkie relacje, zastępowane są elektroniczną namiastką kontaktu…dlatego  tym bardziej cenię każde spotkanie z drugim człowiekiem, bo każde jest wyjątkowe, niepowtarzalne Nic tak nie umacnia, jak szczere spojrzenie w oczy, uśmiech i kilka miłych słów.

Czuję się coraz lepiej. Dzięki troskliwej opiece mojej Mamy i Rodziny pokonuję trudy dnia codziennego, a komputer i wózek dają mi namiastkę całkowitej samodzielności. Chcę aby wszyscy wiedzieli, że jesteście dla mnie bardzo ważni i bardzo Was potrzebuję i choć tego lata nie udało mi się zrealizować wszystkich odwiedzin które zaplanowałem, to każdego noszę w sercu. Proszę też nie pędźmy tak, zatrzymajmy się na chwilę, aby dostrzec drugiego człowieka, aby się z nim spotkać, aby odnaleźć w nim Pana Boga.

Podziwiając uroki złotej jesieni cieszmy się każdą chwilą. Czas szybko mija i z wiosną znów spotkamy się ścieżkach i dróżkach uśmiechając się ciepło do siebie.
Z całego serca pozdrawiam –

Mariusz

Posted in Mój blog | Leave a comment

Góra Kamieńsk

Dziękuje ze moglem z Wami być . Widząc Wasze nasze uśmiechy nas wszystkich daliście mi dużo pozytywnej energii i zdobyliśmy razem gore Kamieńsk po raz kolejny .
Dziękuje organizatorom #AkademiaPanaGrześka i #far reprezentowany przez Monika Mazur. wszystkim wolontariuszom, bez których ta impreza nie byłaby taką wyjątkową , podziękowania należą się też Krzysztof Głombowicz za wspaniałe przeprowadzenie tej imprezy i mile spotkanie dziękuje !!!

Posted in Mój blog | Leave a comment

Pokonaj siebie Uniejow

64518978_2274938685925500_1729214023041286144_nDziękuje ze moglem z Wami być ,chociaż nie moglem uczestniczyć było mi było wspierać Was duchowo i kibicować . Widząc Wasze uśmiechy Was wszystkich daliście mi dużo pozytywnej energii jeszcze raz dziękuje i przy okazji spotkałem kolegę z zawodówki mile spotkanie dziękuje !!!

Posted in Mój blog | Leave a comment

Czterdzieści lat minęło …

t-shirt-men-pare-lat-minelo-jak-jeden-dzienUpalna niedziela 31 maja 1998 roku, dzień który w jednej chwili radykalnie podzielił moje życie na dwa etapy „przed” i  „po ”skoku do wody. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że ułamki sekund decydują o całym życiu. Zmieniło się wszystko, z nieposkromionego, wszędobylskiego śmieszka pozostała tylko młodzieńcza dusza, bo ciało odmówiło posłuszeństwa. Ale tak już jest, że jeśli tracimy coś bezpowrotnie, to Pan Bóg w zamian daje nam coś innego, czasami musi upłynąć sporo czasu, abyśmy ten dar zauważyli i docenili. Po niefortunnym skoku, kiedy lekarze rozkładali ręce i nazywali mój stan terminalnym, Pan Bóg w cudowny sposób dał mi drugie, inne życie, ale jakże piękne, pełne dobra i pogody ducha. Od tamtego wydarzenia minęło właśnie 21 lat, które można podzielić na kilka kluczowych etapów. Choć każdy ma swoje cechy charakterystyczne, to motywem przewodnim mojego „nowego życia” jest ludzka dobroć, towarzysząca mi nieustannie przez ostatnich 7665 dni.

Najpierw była ostra walka o moje życie – Stwórca zadecydował i wygrałem!
Potem czas niezapomnianego mieszkania w Domu Pomocy w Kole, to wspaniałe chwile, koniecznie musicie przeczytać o nich tutaj http://www.mariuszharasny.pl/?m=201503 .

Następnie przyszedł czas na dobudowanie do rodzinnego domu pokoju dla mnie, abym mógł wygodnie zamieszkać z najbliższymi, których miłość i troska są najlepszym lekarstwem. Przedsięwzięcie powiodło się dzięki  inicjatywie redakcji Echa Turku, zaangażowaniu Wójta gminy Przykona i konkretnej pracy wykonanej przez Wujka, Kuzynów i Szwagra kolegów . Dziękuję, dzięki  Wam wygodnie mieszkam z kochaną Rodziną.

Ale nie mógłbym żyć tak komfortowo, gdyby nie całodobowa opieka najbliższych. Walka z odleżynami, z infekcjami układu moczowego i oddechowego, nocne czuwania podczas wzmożonej swastyki, wykonywanie  wszystkich niezbędnych czynności higienicznych, karmienie i codzienne ćwiczenia rehabilitacyjne. Kochana Mamo – dziękuję najpiękniej jak potrafię, zawsze jesteś przy mnie! Moje kochane Rodzeństwo i Szwagrowie, bez Was moje życie byłoby niemożliwe – dziękuję z całego serca!

Kolejna ważna sprawa, to moja edukacja, dzięki ukończeniu szkoły średniej udało mi się znaleźć pracę i udowodnić samemu sobie, że mogę normalnie funkcjonować,  prowadząc działalność  zawodową.

Wreszcie przyszedł czas na projekt  „samochód”. Zakup busa dostosowanego do moich potrzeb dał mi pełną swobodę przemieszczania się, mogę jechać wszędzie gdzie tylko zechcę: przede wszystkim do kościoła, by móc nieustannie dziękować Panu Bogu za te wszystkie dary, mogę wybrać się na mecze i gale bokserskie, do kina na koncerty, mogę wyjeżdżać na wycieczki, do lekarza i dentysty. ( wycieczki nie są związane tylko z lekarzem bądź dentystą J) Wszystkim zaangażowanym w ten projekt dziękuję z całego serca.

W ciągu 21 lat dziewiętnastoletni chłopak przemienił się w odpowiedzialnego mężczyznę. W tym procesie bardzo ważną rolę odegrali wszyscy moi przyjaciele i znajomi, których Pan Bóg postawił na mojej drodze. Czterdzieste urodziny  to tylko pretekst, aby osobiście podziękować  za ich obecność w moim życiu, że poświęcony mi bezcenny czas, za życzliwe serca, za wsparcie i modlitwę. Dziękuję również za wspólną szampańską zabawę na przyjęciu urodzinowym.

Ze względów organizacyjnych nie byłem w stanie zaprosić wszystkich, mam również wielu internetowych przyjaciół i wszystkich głęboko noszę w sercu,  Wasza obecność jest nieoceniona, dzięki niej jestem silniejszy i  zmotywowany do pokonywania wszystkich trudności. Choć jest ich wiele, to cenię każdą chwilę otrzymana od Pana Boga. Piękno przyrody, otwartość  serc i szczery uśmiech ludzi napotykanych na mojej drodze, sprawia, że moje życie jest normalne i piękne. Dziękuję za każdy uśmiech wywołany na mojej twarzy, pozdrawiam  serdecznie.
Za wszelkie dobro – Bóg zapałać.

Posted in Mój blog | Leave a comment

Wiosna

98786352ab62965a07c516ba5d449e8a_XLDla osoby niepełnosprawnej zima jest najtrudniejszą porą roku. To okrutny czas. Z powodu zimna wyjazdy ograniczone są prawie do zera. Trzeba się  grubo ubierać, co jest dodatkowym utrudnieniem, a najczęściej  i tak nie chroni  przed wyziębieniem i złapaniem infekcji. Dlatego wiosny wyczekujemy z utęsknieniem. Wtedy można wyjechać na spacer, spotkać się z drugim człowiekiem, pogawędzić. Można obserwować odradzającą się przyrodę, zmieniającą się z dnia na dzień, wszystko jest takie świeże, młode i pachnące.

Wiosna sprawia, że i w nas budzą się marzenia i motywacje do działania. Wiosna daje sporą porcję nadziei. Wreszcie wiosna niepostrzeżenie przechodzi w lato, intensywny czas wyjazdów w plener, spotkań z przyjaciółmi i bliskimi osobami, które dają radość i chęć do życia, dlatego już się cieszę na to, co niebawem nastąpi.

Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia na szlaku letnich wędrówek.

Posted in Mój blog | Leave a comment